Kiedy miss Campbell powróciła na pokład, statek zmienił już kierunek. Zwrócił się ku znakomitej przystani, na której znajdowała się latarnia morska, a następnie bez przeszkód popłynął dalej.

Jacht płynął z nadzwyczajną szybkością wprost ku skalistej wyspie Staffie, zupełnie odosobnionej pośród morza. Zdawało się, że wysepka ta jest jakby przelotnym zjawiskiem na wielkich przestrzeniach wód oceanu.

Około godziny jedenastej statek powtórnie zmienił kierunek, żeglując teraz wciąż ku północy. Już się zarysowały w oddali szare bazaltowe brzegi. Jacht starannie omijał skaliste wybrzeża, wreszcie dotarł aż do małej zatoki blisko groty Clam Shell, gdzie zwinięto żagle i opuszczono kotwicę.

W chwilę później miss Campbell wraz ze swoimi towarzyszami zeszła z pokładu i wspięła się po stopniach wyciętych w skale. Drewniane schody z barierką prowadziły dalej na górę klifu i w głąb wyspy, skorzystali z nich i dotarli na położony powyżej płaskowyż.

Więc to była nareszcie upragniona Staffa, z dala od wszelkich siedlisk ludzkich, jakby zostali wyrzuceni nawałnicą na bezludną wyspę Pacyfiku.

XVIII. Staffa

Choć wysepka ta była odosobniona, natura jednak uczyniła ją najbardziej urozmaiconą spomiędzy wszystkich wysp archipelagu hebrydzkiego. Ta wielka owalna skała, długości jednej mili, szeroka na pół mili, ukrywała w swoim wnętrzu przecudne groty.

Były one następstwem krystalizowania się bazaltu we wczesnej epoce formowania się Ziemi. Zgodnie z wynikami badań Bischofa i Hemholtza nad krzepnięciem bazaltu topi się on w temperaturze dwóch tysięcy stopni, w takim razie jego ostygnięcie i stwardnienie trwało nie mniej jak trzysta pięćdziesiąt milionów lat. Epoka to zatem niezmiernie odległa, sięgająca formacji globu świata.

Gdyby się tu znajdował Arystobul Ursiclos, byłby niewątpliwie obdarował swych towarzyszy jakąś uczoną rozprawą dotyczącą fenomenów i zjawisk historii geologii. Ale był na nieszczęście daleko i miss Campbell wcale o nim nie myślała.

— Nie myślmy o nim wcale — wyrzekli bracia Melvill jednogłośnie.