Tak więc z brzaskiem dnia miss Campbell znalazła się na bardzo gustownie urządzonych jachcie. Wszyscy byli niezmiernie uradowani, o podróży tej bowiem ani o jej kierunku i celu nikt zgoła nie wiedział.

Odległość pomiędzy dwoma wyspami była bardzo niewielka. Zresztą miss Campbell wcale się o to nie troszczyła. Clorinda wypłynęła z portu, a to jej wystarczało. Za chwilę wyspa Iona znikła w mgle, a razem z nią nieprzyjemności, jakich tam doznała.

Rzekła tedy z całą szczerością do wujów:

— Czy nie mam słuszności, ojcze Samie?

— Zawsze, moja droga Heleno.

— Czy mama Sib zgadza się także?

— Zawsze, moja kochana.

— A zatem — odpowiedziała, całując ich obu — zgadzamy się, że pomysł, żeby wybrać mi takiego małżonka, nie był rozsądny.

Wróciła zatem wesołość.

O godzinie ósmej wszyscy zasiedli do śniadania w mesie Clorindy.