— Nie będziemy mieli dość czasu — odpowiedziała — lecz przeciwnie, jest to bardzo nagłe.

— Czyżby to ze względu na sprawę pana Arystobula Ursiclosa? — rzekł Sam.

— Którego szczęście, zdaje się, zawisło od zbadania zielonego promienia... — dodał brat Sib.

— Przeciwnie. Dlatego, że mamy już sierpień — odpowiedziała miss Campbell — i że wkrótce mgła zaciemni niebo naszej Szkocji. Należy zatem korzystać z końca lata i z początku jesieni. Kiedyż pojedziemy?

Nie ulegało wątpliwości, że gdyby miss Campbell koniecznie jeszcze w tym roku pragnęła ujrzeć zielony promień, to należało się spieszyć i nie tracić czasu, mianowicie udać się na wschodnie brzegi Szkocji, umieścić się tam z możliwą wygodą, codziennie przyglądać się zachodowi słońca i czatować na jego ostatni promień, oto co trzeba było uczynić i do tego jak najprędzej, choćby w ciągu jednego dnia.

Być może, że miss Campbell wkrótce ujrzy spełnione życzenia, gdyż jak wspominał artykuł „Morning Post”, niebo nie zawsze, a nawet bardzo rzadko jest odpowiednie do ukazania tego zjawiska.

Dziennik ten miał zupełną słuszność.

Przede wszystkim należało odszukać i wybrać punkt na zachodniej stronie nieba, gdzie ten fenomen jest widzialny i w tym celu opuścić dotychczasową zatokę Clyde.

Rzeczywiście bowiem cały obszar zatoki Firth of Clyde był najeżony przeszkodami ograniczającymi widnokrąg. Takie były Kyles, Arran, półwyspy Knapdale i Kintyre, Jura, Islay, szeroko rozrzucone zręby skał skruszonych w czasie geologicznych przewrotów, tworzące rodzaj archipelagu na całej zachodniej części hrabstwa Argyle. Niepodobna wynaleźć tu wycinka morskiego horyzontu, na którym oko mogłoby pochwycić zachodzące słońce.

A zatem, nie chcąc opuszczać Szkocji, należało udać się albo na północ, albo bardziej na południe, ku szeroko ciągnącym się przestrzeniom, koniecznie jednak przed porą trwającej w jesieni mgły.