Dokąd się udadzą, było obojętne dla miss Campbell. Czy na brzegi Irlandii, Francji, Hiszpanii lub Portugalii, byle tylko udali się do takiego miejsca, w którym promieniejąca gwiazda pozdrawia ziemię ostatnim swym promieniem. A postanowiła tego koniecznie dokonać, bez względu, czy się to braciom Melvill podoba, czy nie.

Obaj panowie przygotowywali się do odpowiedzi, porozumiewając się spojrzeniami. Ale jakimi spojrzeniami, ileż to w nich było zręcznej filuterii i dyplomacji.

— A więc moja droga Heleno — rzekł brat Sam — nie ma nic łatwiejszego, jak spełnić twoje życzenie. Pojedziemy do Oban.

— Nie ulega wątpliwości, że nie ma odpowiedniejszej miejscowości jak Oban — dodał brat Sib.

— Jedźmy do Oban — odpowiedziała miss Campbell. — Ale czy jest morze w Oban?

— Czy jest? — zawołał brat Sam.

— Dwa morza! — krzyknął brat Sib.

— A zatem jedźmy.

— Za trzy dni — rzekł jeden z wujów.

— Za dwa dni — dodał drugi, który uważał za stosowne uczynić pewne ustępstwo.