— Co tu się dzieje? — pyta zdziwiona.
Złośnicki przytomnieje. Widzi swój rysunek zniszczony i wybucha płaczem.
— Co za głupi chłopak! Jaki śmieszny chłopak! Oj, pęknę ze śmiechu! Co za przedstawienie! — zaśmiewa się Cudaczek-Wyśmiewaczek. — Oj, przestań, bo zachoruję!
Przewraca się na plecy i przytrzymuje brzuszek pękaty jak balonik.
Pan Złośnicki spojrzał w lustro
Myślał sobie Cudaczek-Wyśmiewaczek, że nigdy a nigdy nie rozstanie się z panem Złośnickim. Bardzo mu dobrze w tej narożnej kamienicy w rynku. I żeby nie ta awantura z rowerem, kto wie, jakby to było.
Awantura z rowerem zaczęła się od tego, że Tadek kupił rower. Zbierał na to pieniądze przez kilka lat. Teraz tatko coś dołożył i kupili rower. Jaki piękny!
Tadek wskoczył na siodełko, bo już umiał jeździć. Nacisnął pedał i dalejże objeżdżać rynek dokoła. Najpierw wolno, a potem coraz prędzej, że tylko pedały migają w górę i w dół. Potem trzymał się tylko jedną ręką kierownicy, a wreszcie zupełnie bez trzymania objechał cały rynek.
Złośnicki stał przy sklepie i patrzył. Nachmurzył się, usta skrzywił.
— Zaraz cię przewiozę! — zawołał starszy brat, mijając go w pędzie.