A zaczęło się tak:
Przyszła Obrażalska ze szkoły, teczkę rzuciła na krzesło i myk! do kuchni. Bardzo lubiła zaglądać do kuchni. Lubiła pomóc czasem Karolci.
Karolka robiła właśnie kluski na stolnicy. Wałkowała ciasto.
— Karolciu, moja złota, ja trochę powałkuję!
Spojrzała Karolka na dziewczynkę i mówi:
— Wałkować, to wałkować, ale nie takimi brudnymi rękami. Wprzód trzeba ręce umyć.
Skoczył na to Cudaczek-Wyśmiewaczek do ucha Obrażalskiej i już namawia:
— Co ona sobie myśli, ta Karolcia! Obraź się! Ty sama wiesz, kiedy ręce myć!
I panna Obrażalska nadęła buzię, powiedziała: „nie potrzebuję” i wymaszerowała z kuchni nastroszona jak sowa. Usiadła w jakimś kącie i siedziała do samego obiadu.
A Cudaczek, licho niepoczciwe, śmiał się z niej i śmiał, póki mu brzuszek nie napęczniał jak ziarnko grochu.