W moich tętnicach koncert obcej muzyki,

szum krwi i życia, które mnie chwilowo gości jak rzeka

przypadkowy liść:

wyboista podróż w dół błyszczących wodospadów z widokiem na niebo.

Kładę się na mchu.

Ołów chmur pocięty żyłkami gałęzi,

białe słońce, wiatr i poruszenie skrzydeł,

bez znaczenia, oczy, pazury i pierze,

bez znaczenia iskra między ciemnościami.

Wdech i wydech. Wdech i wydech poza mną,