Tak podobny do bogów, w powozie stojący,

Przelatywał ulice wśród przepysznych gmachów,

Sięgając prawie głową latarni i dachów.

Leciał: bystre bieguny nieścignione okiem,

Okrywały go gęstym kurzawy obłokiem:

Zbiegały się do okna panny i mężatki,

Widzieć ten cel swych życzeń, widzieć ten cud rzadki;

Szczęśliwa! którą spostrzegł i uchylił głowy.

Już był biegu swojego dopełnił połowy,

Kiedy o ostry kamień koło rozpędzone,