Uderza, pęka, powóz schylony na stronę,

Wyrzuca Szambelana; pada i umiera...

Na próżno zbroczonego stangret z krwi obciera,

Już nie żył, taka była srogich bogów wola:

Amorki duszę jego w Elizejskie pola

Przeniósłszy, postawiły między Adonisem80,

Dydoną81, Eurydyką82 i pięknym Parysem83.

Równie świeży jak róża, żył tyle co ona,

O strato równie ciężka, jak nienagrodzona!

Nigdy więcej na świecie drugi nie powstanie,