Poniedziałek, 24 lipca 1775
Miły mój, chciałbym szukać cię i znajdować wszędzie, mówić do ciebie bez ustanku, widzieć cię i słyszeć ciągle. Pisałam do ciebie do Bordeaux, do Montauban i dziś znów do Bordeaux, a wszystko może bezużytecznie: jeżeli bowiem masz tu być 1-go, będziesz już 26-go albo 27-go w drodze. Tym lepiej, nie dostaniesz listów, ale zobaczę cię: bardzo mi trudno uwierzyć, aby ta przyjemność miała mi przynieść jedynie samo zło; jesteś tak słodki, tkliwy, miły, że może odczuję tylko to.
Ale czemu nie miałam od ciebie wiadomości ostatnim kurierem? Czy może kiedy braknąć czasu, aby przyjść z pomocą komuś, kto cierpi? Och, tak; cierpię, i bardzo; wnętrzności moje robią, co mogą, aby mnie oderwać od cierpień duszy. Miałam wczoraj dyzenterię ze straszliwymi boleściami; spędziłam ranek w wannie i to ukoiło mnie nieco. Drogi mój, przybywaj; ale cóż? nie będę cię wcale widziała: żona, kochanka, tragedia, obowiązki; co może zostać dla nieszczęśliwej istoty, która żyje jedynie po to, by kochać i cierpieć? Tak, czuję to, jestem skazana na to, aby cię kochać póty, póki mego tchu; kiedy siły moje wyczerpie cierpienie, kocham cię całą tkliwością; kiedy jestem żywa, kiedy dusza ocknie się nieco, kocham całą namiętnością. Drogi mój, ostatni dech mego życia będzie jeszcze wyrazem mej miłości.
Bądź zdrów; jeżeli otrzymasz ten list, odpisz mi i nie sądź, iż przybędziesz wcześniej od listu. Drogi mój, strzeż się zjawić w chwili, gdy będą u mnie ludzie. Opuszczam cię; mam straszne boleści. Bądź zdrów, bądź zdrów; kocham cię i sądzę, że to nie dlatego, że cię kochałam.
List CXXX
Wtorek, 1 sierpnia 1775
Drogi mój, przyślij mi Zwycięstwo, nudzę się śmiertelnie pod ręką fryzjera; może ciekawość da mi zapomnieć o tym. Skończyłam w tej chwili Katinata; nigdy go równie dobrze nie rozumiałam, ani nie czułam; nie wątpię, iż Akademia potrafi go ocenić; prace współzawodników mogą być dobre, a mimo to mogą zostać bardzo w tyle. Budzisz we mnie niepokój o różnych mych znajomych; mimo to nie chcę odbierać im odwagi.
I cóż, nie zdobyłeś się na żadną odpowiedź? Ale przynajmniej odnieś mi moje głupie bazgroty; jeżeli trzeba, obiecuję ci dziś wieczór komentarz wedle tego tekstu. Zobaczę cię dziś rano; będziesz może na tyle uprzejmy, aby przyjść wcześniej wieczorem. Trzeba przyznać, umarli nie miewają takich dni, ale też nie wycierpieli nic wczoraj, ani też nie będą się skarżyć jutro.
Do widzenia. Wymówiłam wczoraj słowa, które ścinają mi krew w żyłach; drogi mój, powiedziałam, że pragnęłabym twego wyjazdu! To tak, jak gdybym rzekła: chciałabym nie żyć i często to jest prawda. Tak trudno było zatem odpowiedzieć mi? Cierpliwości tylko, znam sekret, jak cię wydobyć z kłopotu, zmusić, byś mnie kochał, tak, kochał i to całą mocą; ale ostateczne środki trzeba odkładać najdłużej jak można. Chcę książkę, natychmiast!