Sobota wieczór, sierpień 1775
Tak przywykłam już cierpieć i odczuwać jedynie ból, że wątpię, aby mnie bardzo przejęło uwieńczenie twej Pochwały przez Akademię. Wydałoby mi się to tylko sprawiedliwym, a sądzę, że słabo bym się cieszyła tym jako pogłaskaniem twej miłości własnej. Ale wyznaję, że czuję i rozumiem, zbyt żywo może, niesmak, jaki musi w tobie budzić konieczność poddania się formułom wymyślonym przez bakałarzy dla zachęty i nagrody uczniaków.
Samo accessit byłoby czymś rażąco płaskim, ale dwa accessit wydają mi się impertynencją, bez względu na to, jaką odmianę lub wyróżnienie zechcą wprowadzić w dniu publicznego posiedzenia. Gdyby Wolter stawał do konkursu i gdyby ci dano accessit, byłoby to naturalne; ale być postawionym po panu de la Harpe, obok dwudziestoletniego chłopca, to mnie oburza w sposób niewysłowiony; to rani mą duszę, czyni mnie niesprawiedliwą, popycha bowiem aż do nienawiści dla człowieka, którego postawiono przed tobą.
Bądź bardziej umiarkowany, jeżeli zdołasz; z twojej strony będzie to godne i szlachetne. Znajdziesz może w swoich talentach i w poczuciu swej siły zasoby pozwalające ci wzgardzić tym accessit. Wszystkie Akademie świata nie mogłyby cię ściągnąć z wyżyn, na które wzniosła cię natura. Wiem, powtarzam to sobie, ale czuję niesmak tak dotkliwy, iż to, co cierpię, przeważa o wiele to, co myślę... Muszę koniecznie widzieć cię i naradzić się w sprawie druku; byłabym zdania, aby dać twoje dzieło publiczności, nim będzie mogła poznać utwór pana de la Harpe, który ma być czytany 25-go, a wydrukowany 28-go lub 30-go. Zapatrywanie to nie jest wynikiem refleksji, ale zastanów się, o ile ci ono odpowiada.
Bez wątpienia chybiłeś uczciwości, otwierając mój list, ale nie mam prawa być surową, mam natomiast zawsze prawo odczuć, kiedy chybisz przyjaźni, a zraniłeś ją, nie użyczając mi łaski, o którą prosiłam w mniemaniu, że mogę ją uzyskać. Wyraz mych uczuć nie powinien cię był ani zaciekawiać, ani obchodzić; znałeś je tak dobrze, odepchnąłeś je tak okrutnie wówczas, kiedy najwięcej żądałeś ich dowodów! że w istocie trzeba mi mniemać, iż cena, którą jakoby przykładasz do nich w tej chwili, jest jedynie wyrazem twej szlachetności, a może i sposobem oszukania twego sumienia, które powiada ci głośniej ode mnie, iż nadużyłeś mego nieszczęścia, pozornie starając się je złagodzić.
Posłużyłeś się mym bólem, mą miłością, mym życiem, aby wypełnić czas, który chciałeś obrócić na zerwanie stosunku z panią de M.: tak samo tobie jak mnie niepodobna czynić sobie złudzeń co do twych pobudek. Mimo wszystko, co jest brudnego i poniżającego dla mnie w tej prawdzie, bądź na tyle uczciwym, aby mi oszczędzić ostatniego stopnia upokorzenia, jakim byłoby dla mnie stać się przedmiotem twej litości; tylko to już bowiem sprowadza cię do mnie, a wyznaję, iż mimo nieprzepartego pociągu, jaki mnie poniósł ku tobie, na tę myśl buntują się wszystkie władze mej duszy.
Jak to! ja byłam przedmiotem ukochania pana de Mora, przedmiotem miłości tej wielkiej, silnej i cnotliwej duszy, a ty chcesz mnie upokorzyć?
Ha! zostaw mnie moim wyrzutom, zabijają mnie; byłam winna, jestem ukarana, pan de Mora jest pomszczony. Czego chcesz więcej? Przygnieść mnie, przywalić ciężarem litości? Oświadczam ci: nie czuję się stworzona do tej ohydy, przyspieszyłbyś mą śmierć. Nie umiem rozróżnić, czy jeszcze czepiam się swego uczucia lub czy wstrzymuje mnie groza wtrącenia w nieszczęście dwóch osób, które oddałyby za mnie życie; śmierć moja złamie ich; a ta myśl nie sprawia mi przyjemności: chciałabym, przeciwnie, móc je odczepić, oddalić ode mnie. Byłabym swobodniejsza, uwolniłabym się od męki, która mnie zabija, uwolniłabym ciebie od przykrości widywania lub unikania osoby, którą ugodziłeś śmiertelnie, ale której agonia trwa zbyt długo.
Donosisz mi, iż może wpadniesz do mnie mimochodem; tak, w istocie wszystko, co byś uczynił dla mnie, czego byś mi użyczył, byłoby mimochodem. Oto do czego zdolna jest szlachetność: udziela mimochodem; jedynie uczucie zdolne jest zatrzymać. Zaiste, nie roszczę już sobie do tego pretensji i ustępuję cię na stałe tej, która cię posiada.
Muszę ci donieść, w imię prawdy i sprawiedliwości, że pp. Suard, Arnaud i d’Alembert robili wszystko możliwe i niemożliwe, aby ci oszczędzić accessit; ale dziesięciu akademików przegłosowało ich, a mieli za sobą zwyczaj i statuty. Postanowili, iż w dzień publicznego zebrania Akademia wyrazi się z najwyższym uznaniem o twym wybornym dziele; trzy głosy były za podzieleniem nagrody.