Pragnę jeszcze przyczynić ci ruchu: proszę, abyś mi poszukał u księgarzy Dialogu pomiędzy biskupem a proboszczem w sprawie małżeństwa u protestantów. Powiadają, że to doskonałe, przeczytaj i poślij mi przez pana de Vaines; nie można znaleźć tego tutaj. Przez litość, nie przesyłaj listu razem z tą broszurą, gdyż w takim razie nie byłby zapieczętowany. Czy wiesz, co w tobie jest najgorszego? To obojętność na wszystkie przykrości, a nawet nieszczęścia, związane z twoim usposobieniem. Możesz sobie mówić co chcesz, to niedbalstwo trąci jakimś niedostatkiem moralnym. Bądź zdrów, miły mój, kocham cię, ale czuję się bardzo głupia, a zdaje mi się, że miłość osoby głupiej musi budzić wielki niesmak; co o tym myślisz? Zdaje mi się, że gdybym dziś wieczór czytała Klaryssę, nie znalazłabym w niej czucia ani ognia. Mój Boże, czy można stoczyć się niżej?

Nie lubię Fontainebleau, czyżby dlatego, że ty tam jesteś? Drogi mój, gdybyś mógł wybierać, czy wolałbyś raczej, abym to ja była w Montigny w miejsce pani de Boufflers? To szczęście, którego nigdy nie zaznałam; być na wsi z kimś, kogo się kocha najbardziej w świecie.

List CXLV

Środa wieczór, 18 października 1775

Otóż i jestem w Fontainebleau; czekam cię tu od niedzieli 15. Pisałam do ciebie co dzień; dwa listy do p. d’Aguesseau, jeden do p. de Vaines, do Montigny, gdzie myślałam, że będziesz. Kochany mój, choćby po to tylko, aby je rzucić w ogień, upomnij się o te listy, proszę o to. Donieś mi, jeżeli wiesz, którego dnia masz wracać, iżbym się urządziła w ten sposób, aby nie być już w Fontainebleau wówczas, gdy ty je opuścisz; lubię jechać w twój ślad, ale nie zostawać za tobą, ponieważ masz tyle innych spraw, że nie przychodzi ci na myśl odwrócić głowę.

Piszesz bardzo skąpo, miły mój, ale jesteś bardzo dobry; jeżeli nie możesz mi odjąć poczucia mego nieszczęścia, odejmujesz mi często siłę skarżenia się na nie. Mój Boże, jakże byłoby słodko tobie zawdzięczać pociechę życia i znać przyjemność już tylko przez ciebie! Ale zniszczyłeś wszystko, aż do samej nadziei. Och! nie zasługiwałam, aby mnie oszczędzać; byłam już tak nieszczęśliwa wówczas, gdy mnie poznałeś! Uczyniłeś aż za wiele; nie warta byłam zainteresowania, które mi okazałeś. Obłąkało mnie, rzuciłam się w przepaść, tyś mnie tam zawiódł, tyś mnie popchnął i nie ma już sposobu ocalenia, trzeba znosić okropny los, cierpieć, kochać cię i umrzeć rychło.

Ach! nie, drogi mój, nie chcę już ciążyć na twej duszy; nie chcę już jej męczyć! to nikczemność i okrucieństwo kazać dzielić męki, na które już nie ma lekarstwa. Mus cierpienia uczyni mnie wspaniałomyślną, twoje szczęście i spokój będą, jeżeli zdołam, mą jedyną pobudką; ale nie śmiem ręczyć za siebie: długotrwała męczarnia czyni tak słabym! A potem, kiedy się ktoś bezwarunkowo wyrzekł szczęścia dla siebie, często ma uczucie, iż przymus byłby głupstwem lub szaleństwem. Słowem, zrobię jak będę mogła, a ty, przy odrobinie uczciwości i wielkiej dobroci, zniesiesz mękę połączoną z krzywdą, którąś mi uczynił i pomyślisz, dla podtrzymania swej cierpliwości i wytrwania, że ja odchodzę, a ty rozpoczynasz drogę życia, która ci przyrzeka szczęście i daje kosztować słodyczy.

Och! bardzo silnym jest ten, kto zdławił wszelki wyrzut i komu zostaje jedynie żałować nieszczęśliwej istoty, która się nie skarży i która doszła do tego punktu, iż zgasiła w sobie wszystko, aż do pragnienia, aż do mglistej nadziei, tej ucieczki wszystkich nieszczęśliwych.

Tak, miły mój, to prawda: wchodząc dobrze w samą siebie, przyglądając się sobie z bliska, badając sama, czego chcę, co pozostało mi na świecie, nie umiem sobie nic odpowiedzieć, chyba to, czego żądałby bardzo zmęczony podróżny: spoczynku; a widzę go jedynie na cmentarzu.

Doprawdy, ja mam talent być zawsze nie na miejscu! Oto ton, oto obrazy, jakimi prześladuję człowieka, który dopiero co opuścił rój uciech, który spieszy pochłonięty tysiącem spraw, nie wiedząc, której się chwycić, z którym Królowa, Król rozmawiali z nieskończonym wdziękiem i dobrocią! Mój przyjacielu, kiedy się zastanowię, widzę, iż wedle wszelkiej sprawiedliwości muszę budzić w tobie zarazem wzgardę i grozę.