Byłam niesprawiedliwa; byłoby to przewiną wobec każdego, ale wobec ciebie wyrzucam to sobie jak zbrodnię. Daruj, ukochany; winnam ci była dziękować, a ja oskarżałam ciebie! Ta myśl gnębi mnie tak, jak gdybym to ja była winna, podczas gdy winną była jedynie poczta. Tak dalece nie przypuszczałam tego, iż kiedy mi oddano dziś listy, nie spojrzałam nawet na koperty, tak bardzo było mi obojętne, od czego zacznę, a na czym skończę. Nagle, otwierając drugi list z kolei, wydałam krzyk: to było twoje pismo; serce zaczęło się we mnie łomotać. Jeżeli czekać daremnie jest bardzo dotkliwą przykrością, niespodzianka tego rodzaju stanowi bardzo żywą i bardzo radosną przyjemność.
Miły mój, kocham cię do szaleństwa; wszystko mówi mi o tym, wszystko mi tego dowodzi, często o wiele więcej, niżbym pragnęła. Daję ci więcej, niż ty chcesz; nie potrzebujesz, aby cię tak kochano, ja zaś potrzebowałabym odpocząć, to znaczy umrzeć. Ale jestem nadto egotyczna, zajmuję cię sobą, podczas gdy powinna bym mówić jedynie o rozkoszy, którą odczułam, czytając te słowa: Czuję się lepiej, czuję się dobrze, jestem spokojny. Drogi mój, odetchnęłam; zdaje mi się, że mi to wróciło życie i siły; od trzech dni byłam unicestwiona. Powiadają, że to z nerwów, ale ja, która wiem o tym coś więcej od lekarzy, sądzę, że to z ciebie. Jestem jak Łukasz: wywodzą wszystko z mego zawodu ogrodnika. Mój Boże, w jaki sposób mogę nastarczyć wszystkiemu, co czuję, co cierpię? A mimo to dusza moja ma tylko dwa uczucia; jedno pożera mnie bólem, a kiedy się zwracam ku temu, które powinno by mnie uspokoić, wówczas ścigają mnie wyrzuty i żal bardziej rozdzierający niż tortury wyrzutów. Znowu ja! Jak ja się brzydzę sobą, iż wciąż wracam do tego! Ale czyliż się oddalę, powiadając ci, jak bardzo uwielbiam twoją serdeczność i szczerość? Nie ukrywaj mi nigdy nic, za wiele zyskujesz, objawiając mi wszystkie swoje uczucia.
Miły mój, w położeniu zupełnie podobnym do tego, jakie ty przebyłeś, ale o bardziej opłakanych następstwach, pan de Mora zwierzał mi, prawie w tych samych wyrazach, wrażenia, których doświadczał przy agonii matki. Najwięcej rozdzierającego bólu zadawał mu widok ojca i to było tak szczere, że i ja czułam się o wiele więcej wzruszona stanem pana de Fuentes niż śmiercią tej kobiety, jakkolwiek powolną i bolesną. Mój Boże, mówiłam ci już, niech ci nigdy nie postanie w głowie chronić mnie, oszczędzać; wierz mi, uczucie moje pędzi mnie o wiele dalej, niż ty mnie kiedykolwiek zdołasz zaprowadzić. Drogi mój, cieszę się, iż rekonwalescencja zdaje ci się tak bliska; ale co bądź powiadasz, zostaniesz dłużej, niż sam myślisz. Już widzę, zapomnisz mi donieść, abym już nie pisała lub też abym pisała do ciebie w drodze; potem, kiedy nie będzie listów, będziesz mnie winił lub może będziesz na tyle dobry, aby się niepokoić, a nieco uwagi byłoby zapobiegło wszystkiemu.
Nie ma nic tak uciesznego jak życie wszystkich władców, tak pełne, tak bogate: nazwałeś to, zwięźlej jeszcze i głębiej od Tacyta, wegetacją. Kawaler de Chastellux jest obecnie w Chanteloup. Nastarcza wszystkiemu i wkłada wiele ambicji w to, aby się tak mnożyć w nieskończoność. Jest tak bogaty i szczodry, że gardzi zbieraniem, wystarczy mu siać; nie bierze nic, idzie przez życie, rozdając wszędzie i wszystkim. Kiedyś jeszcze powiadał mi, że jego przyjemność to czynić wrażenie. To jeszcze bardziej proste niż styl pana de la Harpe: daremnie cię łaję, zawsze musisz mu coś obciąć; od tego de usta by ci nie spierzchły.
Pan de Chamfort powrócił. Widziałam go, a w tych dniach mamy usłyszeć jego Pochwałę la Fontaine’a. Wraca z wód w dobrym zdrowiu, o wiele bogatszy w sławę i dostatki i obarczony czterema przyjaciółkami, z których każda kocha go za cztery: mianowicie pani de Gramont, de Rancé, d’Amblimont i hrabina de Choiseul. Dobór prawie równie pstrokaty jak i strój Arlekina, ale przez to właśnie bardziej jeszcze oryginalny, miły i uroczy. Toteż ręczę ci, że pan de Chamfort jest to młody człowiek bardzo z siebie zadowolony i że dokłada nie lada starań, aby być skromnym. Pan Grimm też powrócił; zasypałam go pytaniami. Maluje carycę nie jako monarchinię, ale jako uroczą kobietę, pełną dowcipu, werwy i mnóstwa zalet zdolnych pociągać i czarować. We wszystkim, co mi mówił, widziałam raczej uroczą sztukę greckiej kurtyzany niż godność i blask cesarzowej wielkiego władztwa.
Ale wraca nam i inny malarz, i to większej miary, Diderot; kazał powiedzieć, że będzie u mnie jutro. Bardzo się cieszę, ale w obecnym stanie duszy jest to człowiek, którego ze wszystkich na świecie najmniej często rada bym widywać. Zmusza do uwagi: a to jest rzecz, której nie mogę ani nie chcę użyczyć na dłużej nikomu. Kiedy mówię nikomu, rozumiesz dobrze, znaczy to, iż nie chcę, aby mnie ktoś odrywał od tego, kto wypełnia wszystkie moje myśli. Cóż za ciężkie wytłumaczenie. Ale bo z pana taki głuptasek: trzeba ci kłaść łopatą do głowy, kiedy się chce, abyś coś zrozumiał. Miły mój, nie przestrasz się; zdaje mi się, że tym razem dostaniesz całą ryzę papieru, ani ćwiarteczki mniej. Odłożysz lekturę na czas, gdy usadowisz się w kolasce; wypełnię ci drogę i znajdziesz mnie na końcu. Jak to! naprawdę sądzisz, że będziesz rad mnie zobaczyć? Jakież to miłe, co mówisz! Jak byłoby słodko, doprawdy, być kochaną przez ciebie! Ale moja dusza nie zdołałaby już udźwignąć tego szczęścia; to byłoby nadto. Kilka chwil, kilka błysków zachwytu, to dość dla nieszczęśliwych: oddychają i nabierają odwagi, aby cierpieć.
List LXXI
Środa, 26 października 1774
Odczytałam znów twój list; jest w nim słówko, które mnie uszczęśliwiło, przeoczyłam je wprzódy; mianowicie kiedy powiadasz: wracam do naszych utrapień. Miły mój, jeżeli się omyliłam, nie wyprowadzaj mnie z błędu; ale lękam się obecnie dla ciebie tylu wzruszeń, tylu bezsennych nocy; czy sam nie wpadniesz w chorobę? Umieram z lęku. Och! powiedz mi, na jakiej myśli mogłabym się zatrzymać, aby odetchnąć spokojnie? Na chwili twego powrotu! Nie, nie, drogi mój, ten powrót przyprawia mnie o drżenie: nie śmiem go nawet pragnąć, a gdyby się opóźnił, zdaje mi się, że nie przeżyłabym tego. Pojmujesz bezmiar tego szaleństwa? Ta niedorzeczność nie płynie z fałszywego rozumowania, ale pochodzi z duszy wstrząsanej najbardziej sprzecznymi poruszeniami, które zrozumiałbyś może, ale których nie możesz podzielić.
Przerwano mi, zawsze pani de Chatillon. Zaczynam wierzyć, iż gdy chodzi o zdobycie uczucia, największą siłą jest kochać samemu. Nie, nie możesz sobie wyobrazić, co ona wymyśla, aby wcisnąć się do mego serca. Miły mój, gdybyś mnie kochał tak jak ona! Nie, nie chciałabym tego: niech mnie niebo strzeże, bym miała zaznać dwa razy podobnego szczęścia.