Potężniej jeszcze od Montaigne’a wpłynął na etykę de la Mettriego słynny poemat Lukrecjusza O naturze rzeczy62. Stanowisko autora Człowieka-maszyny w etyce można śmiało określić jako neoepikureizm. Zarówno eudemonistyczny punkt wyjścia (§ 44), jako też materialistyczno-sensualistyczna ocena rozkoszy (ob. Przypisanie do Człowieka-maszyny) zbliża etykę de la Mettriego do starożytnego epikureizmu. Inaczej jednak przedstawia się stosunek autora Człowieka-maszyny, a w ślad za nim i całej etyki epoki Oświecenia do tradycyjnych norm religijnych jako wytycznych praktyki życiowej. Epikureizm starożytny nie był zgoła nauką przewrotową, zwalczającą te normy: przeciwnie, umiał się do nich dostosować, z wyjątkiem tylko systematu Lukrecjusza, tak umiłowanego przez autora Człowieka-maszyny. Będąc ideologią grup społecznych zainteresowanych w zachowaniu istniejącego porządku rzeczy, głosił epikureizm miast walki kontemplacyjne używanie rozkoszy, wówczas gdy idealizm platoński — ideologia grup niezadowolonych — rozsadzał ramki wierzeń tradycyjnych. W wieku XVIII zmieniły się role idealizmu i materializmu, aczkolwiek niezupełnie w sensie heglowskiej radykalnej odwrotności, gdyż i w podstawie etyki Oświecenia tkwił przecież rdzeń zachowawczy, mianowicie upatrywanie szczęśliwości w kontemplacyjnym używaniu „rozkoszy wyższego rzędu”. Pogląd ten dogadzał oczywiście potrzebom życiowym arystokracji dworskiej, której jedyną racją bytu był istniejący ustrój społeczny i państwowy. Ale neoepikureizm wieku XVIII pragnął zarazem, w myśl właśnie Lukrecjusza, przypuszczenia najszerszych warstw społeczeństwa do używania zarówno „rozkoszy wyższego rzędu”, jak i przyjemności czysto zmysłowych. Jednocześnie zaś występowali moraliści wieku XVIII, z de la Mettriem na czele, zarówno ze śmiałą krytyką urządzeń, wyłączających szerokie warstwy społeczeństwa z szczęśliwości powszechnej i niezdolnych do zapobieżenia zbrodniom przeciwko „prawu naturalnemu”, jak z krytyką norm religijnych i etycznych, uświęcających istniejący ustrój. Toteż etyka Oświecenia stała się przede wszystkim ideologią najinteligentniejszych i najodważniejszych żywiołów mieszczaństwa francuskiego wieku XVIII, a więc ideologią klasy, do której niebawem należeć miała przyszłość.
III. O wydaniach Człowieka-maszyny i dzieł pokrewnych
Człowiek-maszyna ukazał się w końcu r. 1747 w Lejdzie, nakładem Eliasza Luzaca, in 12°, z wystawioną na karcie tytułowej datą roku nadchodzącego. Data owa, jak już zaznaczyłem w rozdziale traktującym o osobistości de la Mettriego, wprowadziła w błąd wielu czytelników i badaczy, zarówno co do rzeczywistego czasu wydania wspomnianego dzieła, jak i co do okresu rokowań Fryderyka II z de la Mettriem. Karta tytułowa pierwszego wydania zawierała motto, zapożyczone przez autora od Voltaire’a. U eklektyka tak chwiejnego w swych przekonaniach filozoficznych, jak Voltaire, mógł de la Mettrie łacno63 odnaleźć ustęp, odpowiadający duchowi Człowieka-maszyny; znając zaś niechęć, okazywaną przez Voltaire’a de la Mettriemu, wiedząc, że zazdrościł autorowi Człowieka-maszyny łaski Fryderyka II, możemy przypuścić, że i de la Mettrie, który w jednym miejscu Człowieka-maszyny (§ 10) czyni przejrzystą i wysoce dla Voltaire’a niepochlebną aluzję, wybrał i cytatę do „motta” z pewnym umysłem, aby „deistę”, za jakiego podawał się Voltaire, przedstawić w oczach publiczności jako ateusza.
Autor dzieła nie ujawnił swego nazwiska, słusznie bowiem przewidywał, że dziełko nieznaczne rozmiarami — pierwsze wydanie Człowieka-maszyny zawiera stron niepaginowanych 20 + 109 in 12° — ale ważkie treścią, opierające badanie duszy ludzkiej na nowych podstawach, a przy tym napisane w formie agitacyjno-polemicznej, wywoła burzę wśród obrońców ustanowionego porządku rzeczy i idei64.
Wydawca Człowieka-maszyny, Eliasz Luzac (1723–1791) był w swoim czasie dość znaczną osobistością: zaliczał się do zwolenników filozofii Wolffa i wielbicieli Mantesquieu’go, poza tym zaś ogłosił drukiem kilka dzieł własnych, traktujących o ekonomii politycznej, tudzież o prawie i filozofii. Jakkolwiek w Przestrodze drukarza zaznacza Luzac wyraźnie, że nie podziela bynajmniej poglądów autora dziełka, jakkolwiek tłumaczy, dlaczego „odważył się umieścić swe imię na tak zuchwałej książce”, nie uchroniły go te zastrzeżenia ani od grzywny w ilości 400 dukatów, nałożonej przez władze miejskie na wydawcę „najszkodliwszej książczyny”, ani od konieczności opuszczenia rodzinnego miasta i wyjazdu do Getyngi, gdzie przebywał dwa lata w oczekiwaniu, aż uspokoi się burza, wywołana przez Człowieka-maszynę.
Ani wspomniane władze, ani też w ogóle „honoratiores” lejdejscy nie wzięli widocznie Przestrogi za dobrą monetę: mieli snać65 po temu słuszne powody, skoro późniejsi badacze, począwszy od Langego, wyrażają przypuszczenie, że autorem Przestrogi był sam de la Mettrie. Poritzky uważa to za „bardzo prawdopodobne”, powołując się na fakt, że pod nazwiskiem Luzaca ukazała się również replika przeciwko Człowiekowi-maszynie, mianowicie Człowiek jako coś więcej niż maszyna, napisana, jak ustaliły niezbicie badania Poritzkiego, przez samego autora Człowieka-maszyny celem wprowadzenia w błąd czytelników i ubawienia się ich kosztem66. Poritzky dodaje również, że Luzacowi przypisano inną jeszcze rozprawkę pt. Essai sur la liberté de produire des sentiments (1749), pochodzącą istotnie od de la Mettriego tak samo, jak i wymieniona poprzednio.
Gdyby się nawet nie wiedziało o tych faktach, to już sam na wskroś ironiczny i lapidarny styl Przestrogi, samo zachęcanie teologów do walki nie z obyczajami, lecz ze sposobem myślenia „bezbożników”, dalej określanie rozważań zawartych w Człowieku-maszynie jako niezbyt szkodliwych hipotez, wreszcie końcowy ustęp Przestrogi, wypuszczony67 w wydaniu 1751 r. — wszystko to powinno nas upewnić o autorstwie de la Mettriego. A gdy dodam, że Przestrogę przedrukowywano we wszystkich wydaniach Dzieł filozoficznych de la Mettriego, zawierających Człowieka-maszynę — z wyjątkiem wydania z r. 1774 (Amsterdam) — że sam de la Mettrie, występując gwałtownie w Essai sur la liberté przeciwko zelantom religijnym, powołuje się na Przestrogę68— zniknie ostatni cień wątpliwości w kwestii autorstwa Przestrogi.
Przechodzę z kolei do tzw. Przypisania (Dédicace). Jak przypisywana Luzacowi Przestroga, jest ono jeno środkiem ukrycia osobistości autora — środkiem tak umiejętnie zastosowanym, że nie znając istotnej opinii Hallera o de la Mettriem, można by wziąć Przypisanie za hołd złożony słynnemu poecie i profesorowi getyndzkiemu przez wielbiciela jego kunsztu i umiejętności. Tymczasem sprawa przedstawia się w rzeczywistości całkiem inaczej. De la Mettrie nie znał bynajmniej osobiście Hallera i tyle tylko miał z nim wspólnego, że studiowali obaj — zresztą w różnych okresach czasu — medycynę w Lejdzie pod kierunkiem wspomnianego już Boerhaave’a, że następnie obaj przełożyli — również niezależnie od siebie — dzieła mistrza na mowę ojczystą, opatrzywszy je własnymi uwagami. Ponieważ zaś przekład de la Mettriego ukazał się później od Hallerowskiego, dało to powód Hallerowi, który miał manię doszukiwania się u wszystkich uczniów Boerhaave’a plagiatów zarówno z wykładów mistrza, jak i z dzieł własnych Hallera, do zarzucenia tego samego de la Mettriemu. Bezpodstawne posądzenie musiało srodze rozgoryczyć wielce zapalnego i żywego autora Człowieka-maszyny. Rozgoryczenie wzmogło się jeszcze, gdy w r. 1745 ukazała się w Hadze Historia naturalna duszy, przełożona jakoby „z angielskiego przez M. Charpa”, Haller bowiem w omówieniu tego dzieła zadenuncjował autora — wśród wylewów oburzenia — jako „zbiegłego z Francji dr. de la Mettriego”, wskazując Paryż jako rzeczywiste miejsce druku.
Uprzytomnijmy sobie, że właśnie ogłoszenie drukiem Historii naturalnej duszy, spalonej publicznie na skutek „aresztu”, zarządzonego przez parlament paryski (1746) — w dwa dni po zniszczeniu Myśli filozoficznych Diderota — zmusiło jej autora do opuszczenia świetnego stanowiska lekarza gwardii i ucieczki do Holandii, a zrozumiemy uczucia, jakich musiał doznawać względem wroga, prześladującego go i tutaj, w bezpiecznym schronisku. Napaść Hallera, który w całym zatargu był przecież od samego początku stroną zaczepną, przebrała wreszcie miarę cierpliwości de la Mettriego: dla tego urodzonego szermierza i polemisty znaczyło już bardzo wiele milczeć całe dwa lata, nie oddziaływając na zaczepki. Postanowiwszy więc po ostatniej napaści nie krępować się nadal żadnymi względami, odważył się, celem zapewnienia Człowiekowi-maszynie lepszego przyjęcia, poświęcić go w osobnym Przypisaniu Hallerowi, spirytualiście i ortodoksyjnemu wyznawcy kalwinizmu, jako mistrzowi, zaszczycającemu przyjaźnią autora Człowieka-maszyny. Treść Przypisania stanowiła pochwała rozkoszy, czerpanej z umiejętności i sztuk — pochwała ozdobiona wszystkim przepychem krasomówstwa, na jaki mógł się zdobyć dawny uczeń kolegium jansenistowskiego w Caen.
Jak się tego należało spodziewać, odrzucił Haller ze swej strony z oburzeniem nieproszony a kompromitujący hołd domniemanego ucznia i przyjaciela: „powinność względem Boga, religii i siebie” nakazała mu umieścić w „Journal des Savants” (maj 1749) odpowiednio zredagowaną deklarację, w której o omawianym dziele i Przypisaniu czytamy m.in. co następuje: