„Oświadczam, że książka ta stoi w zupełnej sprzeczności z moimi zapatrywaniami, Przypisanie zaś uważam za najokrutniejszą ze zniewag, jakie bezimienny autor wyrządził już tylu uczciwym ludziom, i proszę Szanowną Publiczność upewnić się, że nie utrzymywałem nigdy jakichkolwiek stosunków z autorem Człowieka-maszyny bądź w postaci znajomości, bądź korespondencji, bądź też przyjaźni, i że wszelką zgodność z jego poglądami uważałbym za największe nieszczęście dla siebie”.

Jak się sam de la Mettrie zapatrywał na Przypisanie, wynika z tego, co o nim mówi w Rozprawie wstępnej do wydania swych Dzieł filozoficznych z r. 1751. „Wydaje mi się — powiada — że byłoby podwójną przesadą przypisać w przyjaźni tak śmiałą książkę, jak Człowiek-maszyna uczonemu, któregom nigdy nie widział, i który w przeciągu 50 lat żywota nie zdołał uwolnić się od wszystkich przesądów dzieciństwa, ale nie sądziłem, że styl mój mię zdradzi. Powinienem był może opuścić jedną część, która temu, do kogo była zwrócona, wydarła tyle żałośliwych skarg, jęków i zaprzeczeń; ale ta część właśnie zyskała tak znaczne pochwały ze strony pisarzy, których poklask nieskończenie mi pochlebia, że nie miałem odwagi tego uczynić. Tę więc część, czytaną już we wszystkich dotychczasowych wydaniach Człowieka-maszyny, pozwalam sobie dołączyć tutaj ponownie cum bona venia celeberrimi Savantissimi, Pedantissimi professoris”.

Gdzie indziej znów, w przedmowie francuskiej do niemieckiego przekładu L’art de jouir, nieznanej dotychczas, a znalezionej przeze mnie w Warszawskiej Bibliotece Uniwersyteckiej przed kilku laty, objaśnia de la Mettrie, czemu nazywa Hallera „znakomitym przyjacielem”, czyni to dlatego, ponieważ — dodaje w nawiasie — „jesteś Pan od dawna jednym, i drugim69 i ponieważ przypisanie Człowieka-maszyny nie uczyniło Pana ani znakomitszym, ani też moim przyjacielem”. Dodać jeszcze należy, że wydawcy, kierując się pewnym pietyzmem dla pamięci de la Mettriego, który uważał Przypisanie za arcydzieło swego kunsztu krasomówczego, przedrukowywali je we wszystkich zbiorowych publikacjach Dzieł filozoficznych de la Mettriego, zawierających Człowieka-maszynę.

Obok Przestrogi i Przypisania przedsięwziął de la Mettrie inne jeszcze kroki dla zatarcia swego autorstwa. A więc jeszcze w Przestrodze drukarza opowiada umyślnie, że nieznany mu zupełnie „autor niniejszej książeczki” przysłał drukarzowi swe dzieło z Berlina, prosząc go jedynie „o nadesłanie sześciu egzemplarzy tegoż pod adresem p. Markiza d’Argens”. Dalej, w samym tekście Człowieka-maszyny polemizuje autor nieraz z samym sobą, jako autorem Historii naturalnej duszy70, a gdy powołuje się raz na dzieło podpisane jego właściwym nazwiskiem, mianowicie na czysto lekarską rozprawkę O zawrotach głowy, czyni to w postaci nawiasowej uwagi do jednego z odnośników: „czytałem o tym fakcie w wyciągu z Rozprawy o zawrotach głowy de la Mettriego” (§ 41). W przekładzie angielskim Człowieka-maszyny, ogłoszonym wkrótce po ukazaniu się oryginału, przypisane jest to dzieło — zapewne za wskazówką, a już niewątpliwie z wiedzą de la Mettriego — wspomnianemu już w Przestrodze Markizowi d’Argens, dobrodusznemu liberałowi, który należał do najbliższego otoczenia Fryderyka II. Wreszcie w dziełku Człowiek-Roślina, wydanym w Poczdamie w rok po ukazaniu się Człowieka-maszyny (1748), zaprzecza de la Mettrie, jakoby był autorem Człowieka-maszyny, przypisując jego autorstwo Janowi Chrzcicielowi Morgagniemu 71, profesorowi Wszechnicy Padewskiej; dla nadania zaś większego prawdopodobieństwa swemu twierdzeniu wymienia de la Mettrie w Człowieku-Roślinie obok dzieł bezsprzecznie pochodzących odeń, jak Historia naturalna duszy i Człowiek jako coś więcej niż maszyna, przypisywane mu często niesłusznie Myśli filozoficzne Diderota oraz inne cudze pisma.

Rozległe środki ostrożności, zastosowane w celu ukrycia autorstwa, skutkowały na pozór przez czas pewien: zarówno nazwisko wydawcy Człowieka-maszyny, jak i Przestroga, napisana rzekomo przez niego, nie nasunęła tym razem Hallerowi żadnych podejrzeń w kwestii autorstwa de la Mettriego. Biograf Hallera, Jan Jerzy Zimmermann opowiada, że za autora Człowieka-maszyny uważał Haller przez pewien czas niejakiego Szwajcara, studiującego podówczas w Lejdzie („Götting. Ztg. v. gelehrt. Sachen”, 1749, s. 193). Również i sprawozdawca „Götting. Philosophische Bibliothek”, Windheim, który spostrzegł w swej recenzji o Człowieku-maszynie (1749, t. I, s. 197 i n.) uderzające podobieństwo wywodów tego dzieła do Historii naturalnej duszy, nie ustalił przecież nazwiska autora Człowieka-maszyny: zwracając uwagę na wspomniany już poprzednio przekład angielski tego dzieła, dodaje sprawozdawca, że „autor dość dużo przepisał z wydanej w r. 1745 Histoire de l’âme, gdzie również znajduje się obrona materializmu”.

Ale były to tylko pojedyncze głosy. Dowiedziano się wkrótce, że autorem Człowieka-maszyny nie był ani d’Argens, ani Maupertuis, jak niektórzy przypuszczali, ani też jakikolwiek wróg osobisty Hallera, jeno że dzieło to pochodziło od de la Mettriego. Stało się to, po pierwsze, już za sprawą ukazania się w druku Człowieka-maszyny. Wielka wrzawa, wywołana przez ogłoszenie Człowieka-maszyny, zwróciła uwagę szerszej publiczności na tę nowość księgarską. Mimo że filozofowie i teologowie jak gdyby sprzysięgli się na zgubę dziełka, przyjmując je jak najgorzej, kupowano i czytywano przecież tym skwapliwiej oryginał, który w pierwszych latach wywołał szereg sprawozdań we wszystkich znaczniejszych dziennikach, a nawet i powódź replik. Szczególną zaś poczytnością cieszył się oryginał Człowieka-maszyny w Niemczech, gdzie wszyscy ludzie wykształceni władali językiem francuskim i gdzie dla tej przyczyny dzieło de la Mettriego nie ukazało się w przekładzie.

Po drugie, wrodzona żywość i temperament szermierski nie byłby pozwolił de la Mettriemu wyprzeć się na czas dłuższy dzieł własnych, tak jak to np. uczynił Helwecjusz. Głos wewnętrzny kazał de la Mettriemu, zgodnie z jego zasadą moralną, przytoczoną przeze mnie w zakończeniu charakterystyki osobistości tego myśliciela, wypowiadać to, co myślał, bez ogródek, z nieustraszoną odwagą, chociażby groziło mu to największym niebezpieczeństwem. Wszystkie powyższe okoliczności musiały tedy sprawić, że istotne nazwisko autora Człowieka-maszyny zostało w krótkim czasie ujawnione, wywołując dlań wspomniane już przykre następstwa.

Nakład pierwszego wydania Człowieka-maszyny, rozchodząc się z nieoczekiwaną szybkością, miał się niebawem wyczerpać, podobnie jak inne dzieła filozofa72. Okazała się zatem konieczność zbiorowego wydania tych dzieł. Autor mógł wówczas ogłosić je drukiem jedynie w Berlinie, gdzie znalazł bezpieczne schronisko po ucieczce z Lejdy. Zaledwie jednak przygotował wydanie do druku i opatrzył Rozprawą wstępną (Discours préliminaire), wydarła go już światu śmierć nagła (11 listopada 1751 r.). Toteż Dzieła filozoficzne ukazały się dopiero w końcu r. 1751 — z inicjatywy króla Fryderyka II — w jednym tomie in 4°, „nakładem Jana Nourse’a w Londynie”, jak informuje nas karta tytułowa, niepodająca nazwiska autora. Wydanie to należy dziś również do rzadkości bibliograficznych73. Część nakładu ukazała się w nieco zwiększonym formacie z portretem de la Mettriego74 Jeden z takich egzemplarzy znajduje się w posiadaniu Biblioteki Zamoyskich.

Autor uważał widocznie za stosowne zachować i w pierwszym wydaniu zbiorowym pewne środki ostrożności, skoro na karcie tytułowej nie figuruje ani właściwe miejsce druku (Berlin), ani też nazwisko autora. Poza tym tekst Człowieka-maszyny, przedrukowanego w tym wydaniu, wykazuje pewne znamienne odstępstwa od tekstu 1747 r., zaznaczone przeze mnie szczegółowo w uwagach do przekładu. Należy jeszcze nadmienić, że w wydaniu 1751 r. opuszczone jest motto Voltaire’owskie, a to niewątpliwie w związku z wykreśleniem figurującej w wydaniu 1747 r. wycieczki osobistej przeciwko Voltaire’owi (§ 10), który w r. 1751 bawił na dworze poczdamskim, utrzymując poprawne na pozór stosunki osobiste z autorem Człowieka-maszyny. Tyle o tekstach Człowieka-maszyny, przygotowanych do druku przez samego autora.

W drugiej połowie w. XVIII przedrukowywano nieraz Dzieła filozoficzne, uzupełniając je innymi pracami autora, nieobjętymi wydaniem 1751 r.; Człowieka-maszynę jednak znajdujemy tylko w niektórych, jak np. w wydaniu z 1753 r. (Amsterdam, t. I), 1774 (Amsterdam, t. III), 1775 (Berlin, t. III) i 1796 (Berlin, t. III), natomiast brak go w wydaniu 1764 r. (Berlin). Z wymienionych tutaj wydań tylko w Dziełach filozoficznych z r. 1753 naśladowana jest dokładnie postać zewnętrzna pierwszego wydania Człowieka-maszyny, a więc format, karta tytułowa wraz z „mottem” i datą 1748 r., paginacja itp., a chociaż w paru zaznaczonych przeze mnie miejscach (§§ 21, 77) odbiega tekst wydania 1753 od tekstu pierwotnego, to przecież nie w tym stopniu, co w wydaniu 1751 r.