Gdyś był wczora rano

Obywatelem lasu, wierzbą: z królo-drzewa

Filon ułamał gałąź.

GRABIEC

I ta ręka lewa

Nosi tę samą korę, którąm179 ja porastał,

I ta kora jest berłem... Ha! to będę szastał

Tym berłem po grzbiecinach. — Ach wielka mi szkoda,

Że się do nieba dostał ojciec golibroda,

Wraz by oszastał długie kędziory na brodzie.