Jednak jest jakaś duma, co podnosi

Czoło północnych ludzi, gdy po świecie

Wicher nieszczęścia ich jak liście nosi —

Zniszczyć nie może, Pan Zbigniew był przecie

Kochany; wiedział, że ktoś Boga prosi

Za nim, że go wiatr pustyni nie zmiecie

Bez śladu, wziąwszy pod swych skrzydeł loty,

Jak zwiewa błędne w pustyni namioty.

Wiedział, że w Polszcze170 ktoś pamiętać będzie,

Błądząc nad stawem, gdzie srebrna topola