Smakując bardzo to, co bursztynową
Szyją wziął z kotła gad i oddał głową.
Oba siedzieli niby na przydworzu,
Choć nad głowami wisiała framuga:
Widać im było i błękit na morzu,
Gdzie lekkie skiby szły od wiatru pługa;
Widać meczety, kędy to dwurożu
Dyjamentowe światło wiecznie mruga,
Jak wiersz Bohdana201, gdzie w ciągłym przymusie
Pała różowy brylant — na turkusie.