Już nie kaganiec niosąc, ale róże.

Nagle ją strach wziął, obróciła twarzy

I do grobowca szła nazad powoli,

Jak smętna dusza, co się na to skarzy,

Że wrócić musi do smętnej topoli

I grobowcowi ciała być na straży,

Aż ją pokuta albo czas wyzwoli

I znów odeszle263 w światy przedstworzenia,

Gdzie wyrastają znów dusze z płomienia.

Szła więc pod swoje sklepione framugi