I schyliwszy się weszła. Już mówiłem,

Że w tym grobowcu był katakumb drugi,

Gdzie krwią okryty i potem i pyłem

Mój rycerz leżał na ziemi, jak długi.

Szczęściem, że lampy mojej nie zgasiłem,

Prowadząc moje biedne dziewczę ciche

Do tego grobu po nocy, jak Psyche264.

Od lampy płomyk tak się nad nią schyla,

Tak się od knotu w powietrze odrywa,

Jak duch miłości na skrzydłach motyla,