Piękniejszy wtenczas, kiedy dogorywa,

Kiedy ostatnia w nim zachwytu chwila

Płomieniem buchnie — piękna i straszliwa

I nad kochanki czołem się rozwinie

Jak płomyk — potem uleci — i zginie...

Tak weszła, światło w zmierzch ulatujące

Niosąc nad głową — potem go spostrzegła...

O! jakie wtenczas jej modły gorące!

Jak krew po żyłkach szafirowych biegła!

Chciała go zbudzić... więc usta gorące