Zmęczony, pełny rozpaczy i troski —

Wpadł do pałacu Chana pan Beniowski.

Za rękę trzymał dziewczynę oblaną

Wstydu rumieńcem, lecz nadzwyczaj ładną;

Spojrzał — Chan siedział na sofie pod ścianą,

Przy nim ministry280, co lud drą i kradną,

A czasem z brody gęstej coś dostaną

I wcale tego na paznokć nie kładną,

Ale puszczają wolno i z uśmiechem,

Bowiem zabijać rzecz żywą — jest grzechem.