Pierwsze już garście w dół rzucali diaki,

Gdy z lasu człowiek wyleciał nieznany;

Koń pod nim biały, jak śnieg, bez kulbaki,

Bez uzdy; — dziwnie w oczach obłąkany...

Przeleciał rzekę — ale lot miał taki,

Że się — jak mówi lud — nie tykał piany,

I tylko pod nim wody srebrne biły...

Przybiegł i jeźdźca zrzucił u mogiły.

Zrzucił... i znowu w las poleciał rumak,

Zniknął — a dziś się lud w powieści dzieli: