To tylko pewna, że nazajutrz rankiem

Pan Suchodolski pana Wernyhory

Nie znalazł w domu — choć szukał z kagankiem;

Obejrzał wszystkie drzwi, wszystkie zapory,

Przeliczył konie pasące się wiankiem

W dziedzińcu, zaszedł nawet do obory: —

Nie brakło nigdzie nic... i to przeraża,

Że diabeł cicho tak porwał dumkarza.

Słowem, bez śladu zniknął... Wtem mogiły

Zaczęły gadać ludowi czerwono;