Czasem głos leciał piorunu i liry,

Ciągły i coraz niby doskonalszy,

Pieśń coraz bliższa — piorun coraz dalszy,

Jakby toczyły gdzieś na stepach boje...

Nagle — wszedł blady starzec na pokoje.”

— Tu otarł wielkim potem zlane czoło,

I rzekł: „Jeżeli kończyć pozwolicie,

To Wernyhory opowiem przybycie,

Choć powieść nie jest piękną ni wesołą.”

Przy starcu większe zebrało się koło;