I książkowe ją napełniały strawy.

Ksiądz ją spowiadał chudy, mąż opasły

Nie miał z nią bardzo dawno żadnej sprawy;

Zwykle chodziła jak wulkan zagasły,

Mając na głowie wielkie sople z lawy,

Których dostarczał ognisty Wezuwiusz;

Synka jednego mając, zwała... Fulwiusz.

Wystawcie więc sobie moją Anielę

W takim żałosnym gronie ze swym tatkiem,

W którym się nagle, jak w starym kościele,