Jak bomba, która cały szyk rozsadza,

Matki trzód, zdjęte boleścią człowieczą,

Jak za swojemi jagniętami beczą

I długo patrzą; a gdzieś potem morze

Śniegowe, słońca u wołżańskiej wody,

I czerwone ją nadsybirskie zorze,

I gdzieś, jak gromy, pękające lody,

Jakoby wielkie jakieś salwy Boże,

Ostrzeliwają... bo ziarno swobody

Wniosła na ziemię tę martwą i siną,