I oświecają koralem, płomieniem
Jej twarz, i czasem biegają po licach,
Czyniąc widniejszy smutek — w błyskawicach.
Za nią na zamku wszystkie okna gorą,
Jak rząd płonących jasno meteorów.
Tam kląby, brzozy z osrebrzoną korą
Różane teraz słońcem; tam z kolorów
Malw — niby tęcz się zapala siedmioro
Około różnych posągów, upiorów
Dawnego świata, tam pomiędzy róże