Świniną. — Nie mógł dociąć niczem lepszem,

Bo Chan Beniowskim wnet zbrzydził, jak wieprzem.

I gdy mój rycerz po spaleniu Bałty,

Na co Chan patrzał z wieży, klaszcząc w dłonie,

Myślał i roił — (o jak piękne kształty

Imaginacja ma, kiedy rozpłonie

I rozumowi zadająca gwałty

Gmachy buduje na tęczy ogonie!)

Gdy rycerz, mówię, mój już roi bosko

Z Tatarów — legią niby jakąś włoską