To rzekł, i rzucił się na bok w gęstwinę,

Gdzie mu gałęzie od drzew zawadzały.

Wtem... pannę spotkał i białą dziewczynę

I cofnął od nich konia, choć był śmiały.

Myślał, że duchy po księżycu sine

Na drodze jemu zachodzą od skały;

A one obie także, jak łabędzie,

Śród brzóz czekały strwożone, co będzie.

Wreszcie Aniela, już strzelaniem bliskim,

Bliskiemi także ośmielona groty