Kto strzelił, pewnie teraz tego dzieła

Żałuje! bo po strasznym, głuchym strzale

Nie on... lecz ona na koniu krzyknęła,

I głos jęczący jej odjęknął w skale...

Potem gąszcz wszystko liściem owinęła:

Rycerz, dziewczyna, koń w kwiatowe fale

I w gęstwę wpadli, a księżyc za niemi

Bił w czarne drzewa mieczami srebrnemi.

Nie człowiek, zda się, lecz wielka jaszczurka

W srebrzoną falę mórz zielonych wpadła,