Potem tam szlachta dała za nią nurka

I krzewy na bok rozdzielając kładła;

A gdy zniknęli — to starosty córka

W ciszy, na mszonym kamieniu usiadła

I przerywała czasem swe korunki

Nabożne, głośno wołając piastunki.

Wtem wyszła z gęstwin tych zabójczych Diwa,

Niosąc na ręku Helenkę bez ducha,

W drugiej garść wielką smolnego łuczywa,

Z której dym czarny i ogień wybucha...