Stał, a klacz jego srebrna w krew patrzała.

Tamże się słońca jakieś we krwi nurzą,

Tamże z czerwieni para jakaś biała

Wychodzi, długich pilnując łańcuchów,

Jako girlanda straszna srebrnych duchów.

I coraz bardziej czar się ten czuć dawał,

I coraz szerzej rozchodził po jarach;

I, zda się, księżyc wywołany wstawał,

I, zda się, mocniej czerwienił w oparach;

Zda się, że starzec tam konia napawał67,