A z koniem jedno był, oczy miał w żarach,

Coraz straszniejsze, — a coraz mgła biała

Gęściejsza przed nim i za nim wstawała.

W tej mgle... któremi już byli okryci,

Zaczęły polskie szyki rzucać pole,

A nie gonieni byli i nie bici

I poszli zaraz, jedni na Podole,

Drudzy — już boju z Kozakami syci —

Do Turczech68... Ja zaś tu sobie pozwolę

Wytchnąć... i koniem myśli jechać mimo