Błękitnie w polach podolskich zaświtał,

W niebiosach oczy utopił kochanek,

I marzeniami swoją przyszłość czytał,

I widział ją tak uwitą jak wianek

Z dni szafirowych, złotych; już się witał

Ze sławą przyszłą i z tysiącem głośnych

Awantur267, pragnąc nadzwyczaj — miłośnych.

Już widział dziesięć przynajmniej Andromed268

Do skał przykutych srogiemi żelazy269,

Z warkoczem, który wisi jak u komet.