Stał jak tchórz, albo gazety redaktor.

Lecz już nareszcie zbierał się do lotu,

Chciał biec, gdzie burza błyskała czerwona:

Gdy oto nagle, prawie bez łoskotu,

Jakby mu jaka nimfa na ramiona

Złożyła ręce... Wrzasnął głośno: kto tu?

I mocniej w nim pierś zadrżała wzburzona.

Spojrzał — na ramion mu siedziało brzegu

Dwoje gołębi jaśniejszych od śniegu:

Czy jastrząb je tu jaki, myślał, goni?