Która do dębu ze słońcem się wkradła,

Naprzód ksiądz jakiś wleciał niespodzianie,

Za księdzem jakaś złota mara wpadła.

Ksiądz był w habicie, a mara w żupanie,

W szerokich bardzo szarawarach z radła376,

Na których złota leżała kurzawa —

Słowem: ksiądz Marek to był i pan Sawa377.

Ku nim więc moja nimfa srebrnej cery

Pobiegła skocznie i całując w ręce,

Oddała księdzu Markowi papiery