W której tak miło pójść nad jasne zdroje,

Gdzie słońcu broni przystępu leszczyna;

I na murawie legnąć aksamitnej,

W brzęku motyli, przy wodzie błękitnej...

Lecz w owe czasy, któż jednę godzinę

Marzył, spokojnie przedumał nad wodą?

Któż miał czas marzyć, że tak wszystko minie

Jak kwiat, będący motylom gospodą?

Jak nezabudka390 drżąca przy leszczynie?

Jak łza?... jak wszystko, co się zowie modą?...