Skruszyłbym, wziąwszy pod zgięte kolano;

I nową harfę wziął niepokalaną.

Lecz późno! późno już! Gdzie są słuchacze?

Czy w grobach klaszczą w ręce zadziwione?

Czy urągają? — nie wiem — i nie raczę

Gonić myślami te smętne, stracone

Mary. — Lecz nieraz, kiedy mi zakracze

Orzeł, lecący na słońce czerwone:

Zda mi się, że to jakaś dusza bratnia

Znów odlatuje ode mnie — ostatnia!