I z nadziei swych na wiek wieków runął:

Westchnął! — i wzniosła mu się w piersiach śluza,

Łzami się zalał i z siodła się sunął78

Jak człowiek, który dostał nagle mdłości. —

Przyskoczył stary Grześ: „Co Jegomości?”

„Święta Maryjo, ratuj! dziecko kona!”

Na to Beniowski rzekł: „poprawiam strzemię.”

Odepchnął sługę, co go brał w ramiona,

W konfederatkę79 się chlasnął i w ciemię,

Spojrzał na księżyc, co zeń jak z Memnona