Czemś przestraszony był — może czuł Sawę,

Człowieka, a sam niosący upiora,

Chciał się zawrócić gdzieś w mgły słońcem krwawe;

Czy go brzóz białych przestraszyła kora? —

Cofał się... wspinał... i taką postawę

Miał, jak posążny koń tryumfatora,

Co zda się leci i w lot z oczu ginie,

A nigdy ruin stojących nie minie.

Kto inny, w ludu wierzący podania,

Pewnie by wolał leżeć tak związany,