Szablami łamie, odwraca, odcina;

A on — z tym jasnym piorunem na głowie —

Gdy Żeleźniaka ujrzy, to się wspina

I czasem cicho coś do swoich powie,

I znowu wspięty, cichszy, coraz bladszy

Żeleźniakowi w oczy ciągle patrzy.

Wreszcie się zaczął pan Żeleźniak trwożyć,

Bladnąć i cofać się na ostrokoły;

Nim się obuchem mógł Potocki złożyć,

On już przeskoczył i biegł na wądoły600,