Jakby podziemnych zbrój, i kiedy z góry

Słychać jakoby sztandarów rozprucie

I szelest, niby orzeł je w pazury

Chwytał i ciągle darł, jak stare szatry —

Słuchajcie! to ja błogosławię wiatry.

I gdy na sennych was uderzą strachy,

I gdy zbudzicie się w łożu spotniali

I usłyszycie, że drżą wasze dachy

I tak trzaskają, jak kość, gdy się pali;

Kiedy was weźmie zimna śmierć pod pachy,