Jakaś trumna szeroka, czarna — to kobiéta!

Płaszczami rozszerzona na całą ulicę,

Z oczami błyszczącymi, jako dwie gromnice,

Przez dwa białe otwory, z jedwabiu szelestem

Biegnąca... zda się tobie, że pyta: kto jestem?

W łokciach ufaj jak ryba pływająca w skrzelach,

Rozpychaj tłum — błękitny ustępuje felach8.

Tu pilnująca głową równowagi dzbanka,

Wyprężona przy murach staje Egipcjanka,

Podobna kariatydzie9 w ścianę wmurowanej ;