Ty pod strzechę własnego domu, w cień ogrodu,

Ja w nieznane uciekam krainy południa

Przed ścigającą myślą i mrozami grudnia.

A gdy mi już na opak idą roku pory,

Gdy zima kwiatowymi ubrana kolory

Ani po górach lekkim płatkiem śniegu sypie,

Ani w kryształ ubiera brzozy, ani skrzypie

Pod saniami wieśniaka, ani pod stodoły

Zgania wróble, ni smutno zielone jemioły

Różami świegocących osypuje gilów,