W przezroczu nieba stada wędrujące ptaków,

Tak, jak je ręka boża w jeden łańcuch sprzęże,

Przede mną w czarne, długie wiązały się węże...

Tak mi się ukazały afrykańskie brzegi,

Smutne, obumarłymi południka śniegi

Zasypane, pod nieba sklepionego łuną,

Długą i rozciągniętą położone struną.

Z niej jak z boskiego łuku na niebieskie stropy

Strzał słonecznych wiązane wypadały snopy.

Chciałbym się teraz zbliżyć teleskopu szkiełkiem