Do brzegu — spoić z tęczą kolorów i zgiełkiem.

Tu przeszywany złotem, przetkany bławatem

Chce być człowiek bawiącym oczy twoje kwiatem;

Nawet w ubiorach ludu taka rozmaitość,

Że cię wkrótce dusząca opanuje sytość,

I szukasz znużonymi oczyma błękitu,

Lecz próżno! — bo dom szczytem przyrasta do szczytu;

Bo ledwo się oglądniesz, zaraz ciebie horda

Oślarzy za złotego zwąchała milorda

I osiołkami drogę zwężoną przegradza —