Gdzie błądzą jak wiatr Beduini.

Lecz konia podkowy rozkute od krzemion,

I koń był zmęczony... Więc skoczył ze strzemion

I wszedł do siedziby, bez zamka, bez szyby,

Gdzie rosą próchniało obicie.

I miło mu było, gdy ujrzał te skały

Nad ciemnym Smotryczem6 — gdzie orzeł żył biały

I wił sobie gniazdo; nadziei był gwiazdą,

Po nieba szybując błękicie.

Dla konia w ogrodzie budował altany