Z jabłkiem. — O ten świat — że anioły smuci,

Nie dziw! — Mnie samą wzgarda i ohyda

Bierze, gdy widzę, że takie gadziny

Rozsądkiem przeciw egzaltacji świszczą?

A jakież to w tym domu były czyny

Ludzi, co sercem i rozumem błyszczą?

Przedali córkę — mnie, natrętną marę,

Chcieli oddalić — jak? — afrontowaną!

Tak że mi chyba wziąć habity szare

I za klasztorną trzeba było ścianą