A uśmiech z oczu moich nie uciekał,

Ale jak pająk, który z blasku przędzie

Swe pajęczyny złote na szafirze

Jakiego kwiatu: podobnie mi radość,

Że się przez jego śmierć do nieba zbliżę,

Opromieniała oczy. — O! jak bladość

Śmierci daleka była od tej bieli,

Którą on wtenczas zwał alabastrową!

O! jak mi dobrze było, na pościeli

Granitów rzymskich — z pochyloną głową